Widziałem, jak konie PŁACZĄ!
Tak, widziałem, jak konie płaczą. Widziałem setki bezbronnych, cierpiących, czujących istot. Klacze przywożone na targowiska razem ze swoimi źrebakami. Stare wysłużone siwki, których nikt już nie chciał kupić nawet na mięso i trafiały na "pokarm dla lisów". Dumne ogiery, do końca broniące się przed nieuchronnym. Widziałem konie ranne, wycieńczone, konające.
Ale widziałem także tysiące ludzi, którzy chcieli i chcą im pomagać. Organizują wystawy, akcje, zbierają podpisy pod petycjami, wykupują konie i zakładają dla nich schroniska. Ta książka jest także opowieścią o nich. Relacjonuje prowadzoną przez Klub Gaja Ogólnopolską Kampanię "Zwierzę nie jest rzeczą" w tej części, która dotyczy ochrony koni.
Jest także odpowiedzią na dwa najczęściej zadawane nam pytania. Czy coś uda się wam zrobić? Uda się. Już się udało! Co ja mógłbym zrobić? Dużo. Jeżeli nie wiesz co, to poczytaj.
Tak o swojej książce pisze Wojciech Owczarz.
Jeżeli chcesz coś zobaczyć, to na targu musisz być zaraz po wschodzie słońca, gdy jeszcze nie rozpoczął się załadunek kupionych już koni. Jeżeli chcesz konia kupić, a zwłaszcza trafić na okazję, to właściwie musisz być w nocy. Gdy wchodzimy na teren targu mijamy tabliczkę "zakaz handlu zwierzętami w nocy" i uśmiechamy się, bo takie formalne zakazy mogą tylko śmieszyć w momencie, gdy wokoło aż roi się od sprzedających i kupujących. Ich obecność zdradzają migające światła latarek. To w ich świetle sprzedaje się konie. Atmosfera bardzo ponura. Słychać tylko rżenie koni. Obok nas z rodzimego żuka próbuje wydostać się rosły ogier. Aby wyeksponować walory konia jego właściciel wewnątrz burty zamontował światło. Wisząca na kablu żarówka oświetla jednak tylko niewielką część kabiny i efekt jest odwrotny do zamierzonego. Gdy jest mrok, nie widać cierpienia. Można go sobie wyobrazić. Ta niewielka żarówka w ciemną, jesienną noc działa na mnie jak reflektor. Podchodzę z kamerą. Żuk ma za niską burtę dla konia i dlatego zwierzę nie może się wyprostować. Wystraszone kopie w boczne klapy samochodów. Trzeszczą deski. Samochód coraz mocniej się kołysze, a wraz z nim hipnotycznie migocze żarówka. Niestety, jest za zimno i szybko siada bateria w naszej cyfrówce. Może to i dobrze, gdyż po targowisku już rozeszła się wieść. "Przyjechali pismacy, przyjechali zieloni", a to może oznaczać tylko kłopoty. (fragment książki
(dod. 15 Ii) Więcej na stronie Klubu Gaja >>>>
|