740 MLN ODDECHÓW
Historia prawdziwa
Sycylijskie słońce niejeden raz wzeszło nad horyzont, nim Alessandro Sculli skrzyknął chłopaków. Jego cel był prosty, ale wprowadzenie go w życie wymagało lojalności i wielkiego zaangażowania.
Na pierwszy ogień poszli: jako jego prawa ręka don Siczo - zajmował się drobnymi kradzieżami, Gruby Rychu - specjalista od transportu oraz Jacco Caraccione - handlarz dziełami sztuki. Niebawem dołączył do nich Michaelangelo Cotta. Jego życiorys był równie niejasny, co stan, w którym się często znajdował. Dotychczas, na niewielką skalę szmuglował narkotyki. Ci ludzie w zupełności wystarczyli, aby w niedługim czasie położyć rękę na wszystkim, co nielegalne w mieście. Czas płynął, a wpływy Sculliego ustabilizowały się. Co więcej, rozrastały się bez większego wysiłku z jego strony. Potrzebował jednak więcej zaufanych współpracowników.
Chętnych nie brakowało. Jedną z ochotniczek, która zasiliła szeregi Rodziny, była Izabell. Kobieta twarda, w niczym nieustępująca mężczyznom. Zajmowała się tym, co w czasach prohibicji było bardzo potrzebne: dokumenty, przepustki, talony, bez tego działalność tej małej, aczkolwiek silnej grupy byłaby bardzo ograniczona. Niestety Isabell była nieostrożna. Wpadła w ręce policji, gdy próbowała upłynnić fałszywe banknoty. Po kilku owocnych akcjach Sculli uznał, że ład i porządek jest nieosiągalny bez porozumienia wszystkich mafijnych rodzin. Z dużą pomocą Grubego Rycha ułożył się z gangiem THC-X.
Ich strefy wpływów były, jak na owe czasy, bardzo rozbudowane. Nie mogło być mowy o eliminacji THC-X, a i sam padre nie chciał rozlewu braterskiej krwi. Do Rodziny przyjęto również Bartollomeo Retmana, przebiegłego Włocha starej szkoły. Sklep z rybami, który prowadził, był znany na całym Bronxie. Dla większej swobody działania i ochrony przed policją, postanowiono przenieść się do Komprachcic. Tam pod opieką Rodziny Lissi bujnie rozkwitały interesy i umacniały wpływy. Nastały tłuste lata dla capo di Sculli. Wszystko układało się pomyślnie, więc nie było przeszkód, aby z pochodzenia chińczyk Ya-nci-owo-dnic zasilił szeregi mafii. Jego działania były bliżej nieokreślone, skądinąd był wielce przydatny.
.... I tak minęło kilka spokojnych lat.
Jednak nie obyło się bez ofiar. Najpierw Carrasione został śmiertelnie ranny podczas ulicznej strzelaniny. Jego miejsce szybko zajął Roberto Drozdi, człowiek, despotyczny, a zarazem o łagodnym usposobieniu. Miał układy w Ministerstwie Obrony, także Łączności. To właśnie dzięki niemu zakupiono potrzebny sprzęt; karabiny, materiały wybuchowe itp. Jednak i dla niego los okazał się okrutny. W czasie rutynowego przeładunku broni doszło do porachunków z kuzynami, Małym i Mikloszem. Drozdi zginął na miejscu, a ładunek przepadł. Przez Drozdiego w Rodzinie popłynęła nowa krew. Sculli snuł plany, ale niektórzy z oddanych niegdyś współpracowników zaczęła myśleć o tworzeniu nowych, konkurencyjnych klanów. Tak odszedł Ya-nci-owo-dnic, Bartollomeo Retman i Gruby Rychu. Sculli bezradnie rozkładał ręce, nie pomogło sprowadzenie fachowców od mokrej roboty. Ani Spłuczka, bowiem taki pseudonim przyjął jeden z nich, ani Jaromir Tromba nie zagrzali miejsca na długo. Sculli zrozumiał, że bez pomocy z zewnątrz nie uda mu się zapanować nad sytuacją. Na rodzinnym zebraniu zapadła decyzja o przekazaniu władzy Sashy. To on podzielił miasto, sam z Cottem przejął Zaodrze, a swojemu oddanemu przyjacielowi z dawnych lat, Tłustemu Chabry. Don Siczo przejął Śródmieście, a Sculli zajął się starą, przemysłową dzielnicą. Bardzo szybko przyjął dwóch bardzo twardych żołnierzy; Mieta i Grega Trombone. Ukraińska mafia korzystała już kiedyś z ich usług, więc miał do nich pełne zaufanie. Niestety, Mieto musiał wywiązać się z kontraktów i wyjechać za granicę, dlatego też sprowadził swojego kuzyna Rado Sassofone. Ten przejął jego trudne obowiązki i wdrażając nowe technniki napadów, rozpoczął współpracę z Don Siczem nad kontolą Śródmiescia oraz praniem mózgów. W tym samym czasie podpisano kilka układów z innymi gangami. Należały do nich Rodzina Sohrani, Rzeźnia, Yazda oraz Paprika Corps, a ich wpływy bardzo się rozrastały i nie można było ich lekceważyć. Czas płynął, w mieście nie było większych problemów. Dzięki porozumieniu z Radoni Sowe przejęto tereny w Karczowie. Od tamtego momentu, chcąc niejako zatuszować kilka brudnych spraw oraz uniknąć kłopotów z policją, Rodzina brała udział w niewielu spektakularnych akcjach i można by powiedzieć, że zniknęła z pola działania.
Jednak plan, obmyślony wspólnymi siłami, przewidywał taką sytuację. Nowy teren i otaczający spokój pozwolił im na doskonalenie umiejętności. Niedawno przyjęli w swoje szeregi kuzynów Don Domana i Martina von Bohn'a, młodych, ambitnych i żądnych krwi najemników. Co zdarzy się jeszcze, czas pokaże... pozostaje tylko czekać.
Wykorzystano materiały z oficjalnej strony www.oddechy.prv.pl
|